Appalachy to góry dosyć stare, które ukształtowaniem terenu przypominają polskie Beskidy czy Sudety. Stąd szlak AT przez sporą część wiedzie lasami, łąkami trawersując góry o średniej wysokości około 1300 m n.p.m. W tym przypadku nie mamy więc do czynienia ze skalistymi i piętrzącymi się po obłoki chmur szczytami z jakie mieliśmy okazję zaobserwować w górach Sierra Nevada czy w Górach Kaskadowych. Kopiasta konstrukcja gór nie oznacza jednak, że szlak nie stanowi wyzwania równego PCT. Co więcej suma pokonywanych wzniesień w przypadku AT wynosi 515 000 stóp (około 160,000 metrów), kiedy na PCT to „jedyne” 315 000 stóp (około 100,000 metrów). Sam szlak jest jednak  o wiele lepiej przygotowany pod początkującego adepta górskich szlaków.

Jak wiemy z historii, wschodnie wybrzeże Ameryki, jako pierwsze zostało skolonizowane przez przybyszów z Europy, stąd gęstość zaludnienia tych terenów jest dosyć spora. Przekłada się to na swobodniejszy dostęp do szeroko pojętej cywilizacji czyli sklepów, hosteli itp., o które na szlaku PCT było o wiele trudniej. Wzdłuż szlaku, został stworzony także system specjalnych schronów, w których bez konieczności rozkładania namiotu można spędzić noc. Na szlaku można spotkać dzikie zwierzęta takie jak czarne niedźwiedzie czy grzechotniki, jednak o atak z ich strony dosyć trudno. W lasach warto zwrócić uwagę na dużo mniejsze, ale tylko ze względu na gabaryt zagrożenie jakim są kleszcze. Wilgotne tereny wschodniego wybrzeża to idealne pole lęgowe dla tych osobników, które jak wiemy przenoszą nieciekawą w skutkach boreliozę. Warto więc uzbroić się z akcesoria do zwalczania i usuwania tych pajęczaków.

Appalachian Trail ma długość około 3 500 km i wiedzie przez  14 stanów zachodniego wybrzeża Ameryki. Jest on dwukierunkowy stąd możemy mówić o dwóch punktach końcowo/startowych. Pierwszym z nich jest góra Mt. Katahadin  1 606 m n.p.m w Parku Narodowym Baxter na terytorium stanu Maine – północ Kontynentu. Drugi punkt to góra Springer Mountain – 1 153 m n.p.m., w stanie Georgia w południowej części USA. Najpopularniejszym kierunkiem wybieranym przez hikerów jest ten z południa  na północ co podyktowane jest głównie łatwiejszym początkiem w rejonie gór południowych jak i chęcią zakończenia wędrówki w sprzyjających warunkach gór północy. Odwrotny kierunek to sprawa bardziej skomplikowana. Żeby  wyruszyć na szlak z góry Mt. Katahdin musimy czekać do maja lub nawet czerwca kiedy władze Parku Baxter zadecydują o otwarciu szlaków prowadzących na tę górę. Stąd najwcześniej z tego punktu możemy wyruszyć dopiero w okolicach końcówki maja, kiedy kierunek z gór południa jest już możliwy na przełomie marca i kwietnia.

My podobnie jak niewiele  ponad 5% hikerów wybraliśmy kierunek z północy na południe. Do Stanów Zjednoczonych wylatujemy już 28 czerwca, żeby około 1 lipca rozpocząć swoje zmagania ze szlakiem na szczycie góry Mt. Kathadin. Lecimy przez  Kijów do Nowego Jorku, potem autobusem do Bangor w stanie Maine i stamtąd do Parku Baxter. Na całą wyprawę planujemy przeznaczyć maksymalnie 5 miesięcy, przy czym mamy nadzieję że uda nam się metę osiągnąć w okolicach końcówki października. Klimat na szlaku w okresie lipca i sierpnia to spora wilgotność i wysokie temperatury. Wrzesień i październik to już łagodna jesień z opadami deszczu i niewielka ilością śniegu. Sam szlak jest dosyć tłoczny. Łącznie wybiera się na niego około 8-9 tysięcy ludzi rocznie a kończy niespełna 25 % ogółu. Szlak jest popularny pośród tzw. sekcyjnych hikerów, którzy wyruszają na niego z celem pokonania jakiegoś konkretnego odcinka bez zamiaru przejścia całości szlaku. Idąc z północy na południe unikniemy tłumów i problemów z miejscami w schronach znajdujących się wzdłuż szlaku. Oznaczeniem szlaku AT jest gruba, pionowa linia białego koloru, która jest także znakiem rozpoznawczym tego szlaku. Przygoda ze szlakiem zapowiada się więc bardzo ciekawie.