Pacific Crest Trail

Czyli co, jak i gdzie?

Kilka praktycznych porad jak "ugryźć" swój pierwszy długodystansowy szlak w USA.

Wyprawiając się do USA na długodystansowy szlak wysokogórski, trzeba pamiętać o kilku sprawach związanych z organizacją i logistyką przedsięwzięcia. Pierwsza to wiza do USA. W dalszym ciągu musimy się o nią ubiegać więc naturalnie jest to pierwszy krok jaki musimy wykonać. Krok z którym wiążą się niemały wydatek rzędy 500 zł (zależny od kursu dolara). Promesę wizową (wizę otrzymujemy dopiero na lotnisku w USA) zazwyczaj otrzymujemy na 10 lat i przez taki okres czasu możemy próbować swoich sił na amerykańskich szlakach długodystansowych. Mowa oczywiście o wizie turystycznej. Długość jej obowiązywania to już decyzja urzędnika na lotnisku w USA, który jednak zazwyczaj udziela zgody na maksymalny czas pobytu jakim jest 6  miesięcy. Teraz jest już dużo łatwiej. Wybieramy szlak i do dna przekopujemy internet i literaturę. W chwili obecnej większość informacji znajdziemy w sieci włącznie z praktycznym poradami, opisem trasy, aplikacjami na telefon itp. Głównie są to przekazy w języku angielskim jednak polskich z każdym rokiem przybywa. Przed spakowaniem plecaka warto także postanowić czy chcemy pokonać cały szlak czy też pokonywać jego fragmenty. O tych pierwszych w żargonie amerykanów mówi się thru-hikerzy czyli przechodzimy całość szlaku niezależnie od kierunku. O osobach pokonujących taki szlak we fragmentach mówi się section-hiker. Z tym wyborem wiąże się także sprawa pozwoleń wymaganych przez władze Parków Narodowych. Przykładowo decydując się na przejście całości szlaku Pacific Crest Trail, musimy zgłosić się do organizacji o nazwie  Pacific Crest Association, która wyda nam pozwolenie na całość szlaku. Oznacza to, że nie musimy ubiegać się o pozwolenie na wejście do poszczególnych Parków Narodowych jakie będziemy mijali na naszej drodze. Jeżeli będziemy chcieli pokonać szlak we fragmentach jesteśmy zobligowani do otrzymania zezwolenia w każdym z poszczególnych Parków. W przypadku szlaku Appalachian Trail, musimy ubiegać się o pozwolenia w każdym z Parków niezależnie od stylu w jakim będziemy go pokonywali. Pozwolenia zazwyczaj wydawane są nieodpłatnie jednak nie jest to regułą. W niektórych przypadkach musimy liczyć się z opłatą rzędu 20 dolarów. Co ważne nie warto ryzykować z próbą wejścia do Parku na gapę. Będąc na szlaku PCT kilkukrotnie byłem pytanie przez parkowego strażnika  o wymagane pozwolenie. Jedna z ciekawszych kontroli miała miejsce na prawie 4000 metrów pod przełęczą Forestera (góry High Sierra). Ciekawostką jest fakt, że Parki Narodowe w USA podlegają pod władze federalne, które zgodnie z wydawanymi pozwoleniami decydują o ich finansowaniu. Parkowi Rangerzy są więc pracownikami federalnymi o bardzo szerokich uprawnieniach. Nie powinien więc nas dziwić widok strażnika z długą bronią i kajdankami przy pasie.

Decydując się na przejście  całego szlaku długodystansowego, kolejną rzeczą jaką musimy ustalić to miejsce  i data rozpoczęcia trekkingu. Szczególnie ważne jest to ze względu na porę i związane z tym warunki jakie mogą nas zaskoczyć na szlaku. Wiele poradników sugeruje wybór od strony, która początkowo nie będzie wymagała od piechura wybitnej  kondycji fizycznej jednak wybór zawsze należy do nas. Szlaki długodystansowe mają jednak to do siebie, że lubią przekraczać kilka stref klimatycznych (w przypadku PCT aż 3) stąd uniknięcie skrajnych warunków pogodowych w niektórych przypadkach jest wręcz niemożliwe.

Mając już powyższą wiedzę musimy kolejno dowiedzieć się jak przetrwać na  takim szlaku. Chodzi głównie  o dostęp do jedzenia i wody pitnej. Oczywiście  po raz kolejny co szlak to  inna historia. W przypadku PCT, problem z wodą to domena terenów pustynnych na południu Kalifornii. W przypadku szlaku Appalachów woda nie stanowi problemu, ponieważ jest jej pod dostatkiem na prawie całej długości pokonywanej drogi. Problem z dostępem do sklepów z żywnością występuje na tego typu szlakach okresowo co wiąże się niekiedy z koniecznością dźwigania na naszych plecach jedzenia nawet na kilkanaście dni. Poruszając się po szlaku możemy łapiąc stopa na pobliskiej drodze udać się do najbliższego miasteczka w celu  zakupu żywności lub na najbliższą pocztę gdzie wcześniej wysłaliśmy sobie paczkę z jedzeniem. Te dwa rozwiązania są najczęściej stosowanymi na szlaku. Co ciekawe, paczkę wysłaną na pocztę możemy bez otwierania odesłać do domu lub do kolejnego punktu na szlak bez wnoszenia dodatkowej opłaty. Warto dowiedzieć się jednak przez jaki  okres czasu, poszczególne poczty przetrzymują takie paczki. W niektórych przypadka może to być niespełna miesiąc, potem paczka wraca pod adres nadawcy.

Większość szlaków w USA to szlaki, które mają swoje nazwy własne a nawigacja po nich odbywa się na podstawie oznaczeń zawierających herb szlaku. Ścieżka szlaku PCT na całej jego długości jest bardzo dobrze widoczna (wyłączając sytuację obfitych opadów śniegu) to też trudno jest się na nim zgubić. Amerykanie będąc narodem bardzo praktycznym, porzucili niemal w zupełności tradycyjne mapy papierowe, posługując się przeróżnymi urządzeniami nawigacyjnymi i aplikacjami na smartphone. Rozwiązanie to wydaje się dosyć logiczne mając na uwadze odległości jakie pokonujemy. Po wydrukowaniu papierowych map na PCT, okazało się że zajmują one bardzo dużo miejsca i ważą prawie 2 kilogramy czyli dużo za  wiele.

O sprzęcie jaki należy zabrać na długodystansowy trekking wysokogórski można by było napisać oddzielny artykuł jednak nie jest to celem tego tekstu. Jednak trzeba pamiętać o tym, że de facto na nasze plecy nie zabierzemy więcej niż na kilkudniowy wypad w Beskidy czy Tatry stąd doświadczenie zebrane w naszych rodzimych stronach w zupełności wystarczy na śmiałą i odważną wyprawę za ocean.